Mariusz Aleksandrowicz, Alex - założyciel klubu, sprawca całości. Przed rybałką konfiety i kawka. Kiedy trzeba rozstawiać namioty szuka drzewa na opał, kiedy filetować ryby porządkuje obozowisko, pompować pontony- ostrzy kotwiczki. Nieco zakręcony. Świetnie gotuje.







Rafał Słowikowski, Słowik - w wiek XXI wepchnięto go chyba dla draki, wolałby pewnie w XIX zażywać tabaki.W sytuacjach krytycznych zachowuje zimną krew. Z miejsc wszelakich upodobał sobie tajgę na północy Mongolii. Tam też wyprawia się konno po swe największe tajmienie, skąd z reguły wraca w szczęściu i zdrowiu- koń bywa, że też.






Krzysztof Szerszenowicz, Szerszeń - najcierpliwszy z nas wszystkich. Gdy się uprze złowić łososia na Kolskim bądź tajmienia w Mongolii potrafi przez pięć godzin stać na kamieniu podając muchę w ten sam punkt. Z miejscówki wówczas nie jest Go w stanie ruszyć nawet najbardziej zdumiewające zjawisko miejscowej płci pięknej. Jeśli na Kamczatce nie chcesz wpaść na misia, nie chodź z nim w parze. Pamięci Krzysztofa "Szerszenia" Szerszenowicza





Janusz Przetacznik, Prezes - jeśli mówi, że trzeba dokupić jeszcze skrzynkę bo zabraknie- wie co mówi. Przećwiczony na Sanie potrafi przejść niemal każdą nawet najbardziej rwącą rzekę.








Paweł Korczyk, Mr Par Person - pamiętacie scenę pieczenia jesiotra w "Ogniem i Mieczem" Hoffmana? Gdyby nie Paweł piekliby kartuskie śledziki. Bez ryb żyć nie może - ugania się za nimi niczym Don Juan za panienkami, tyle że po całym świecie. Z resztą popatrzcie jak subtelnie pieści maszynę, która na ryby go dostarczyła. Gdy znajdziecie wydeptaną ścieżkę na nieuczęszczanym odcinku Chawangi bądźcie pewni, że to Jego ślady.





Marcin Sulimierski, Mierski - Człowiek korporacji, który umiał wyrwać się spod ich jarzma wpadając z razu w objęcia Miss Beskidów. Taka sytuacja. Nad wyraz inteligentny, wciąż dzieckiem podszyty doskonały przykład, że ilość wykonanych rzutów lubi się przekładać na wynik. Miłośnik chilijskich win, ale gdy zamawia Tequilę pora się ewakuować!






Marcin Białowąs, Adaś - Konkret nad konkrety, działanie ponad gadaninę. Lubi znać plan gry. Po pewnej kamczackiej nocy między niedźwiedziami, bez namiotu i śpiwora, jedynie z książką "Zagubieni w raju" (posłużyła na rozpałkę) przestał czytać i miast lektur na wyprawy zabiera survival kit i najlepiej kolegów zdolnych napompować ponton ustami.






Leon Bojarczuk, Ałmas - człowiek z żelaza. Jak sam mówi - dziś już takich nie robią. Urodzony w Argentynie, zamieszkały w Brazylii, ukorzeniony w Hajnówce - egzotyczna mieszanka. Potrafi celebrować wykradzioną z otmętów czasu chwilę, przysiąść, pogapić się, zapamiętać. Ulubione słowo: "Curtir".







Andrzej Gajewski, Gajusz - Zakochana w rzekach Półwyspu Archangielskiego ostoja spokoju i to spokoju udzielającego się całej reszcie. Niesłychanie zrównoważony kompan - z równowagi nie jest Go w stanie wytrącić nawet utrata największej ryby wyprawy. No chyba, że zobaczy gdzieś pasące się pod traktorem kury. Wyśmienity kompan i człowiek orkiestra - świetnie łowi na spinn'a i jeszcze lepiej na muchę.





Andrzej Biernacki, wędką posługuje się równie sprawnie jak sędziowskim młotkiem. Skutecznie rekontrując zrywy płetwiastego przeciwnika z wody nigdy nie schodzi "bez jednej". Wyjazdom wędkarskim nigdy nie mówi "pas", chyba że w innym miejscu naszej planety rozgrywany jest akurat brydżowy turniej. Nie ma się co dziwić - w końcu hostessy Pani Lavazza z pewnością uśmiechają się ładniej od payar.





Zygmunt Wnuk, mało kogo podwodny świat fascynuje do tego stopnia by na Kamczatce, nie zważając na siarczysty mróz "postanowić" ponurkować pod przewróconym pontonem. Za rzucony rybi czar i mokre ciuchy Zygmunt postanowił się zemścić na ichtiofaunie rzeki jeszcze tego samego dnia. Z resztą skutecznie mści się aż do dziś.






Maciej Wiankowski, Wianek - Wyprawowy lekarz. Poważne skaleczenie czy zwichnięcie - ogólne znieczulenie. Utracona ryba albo złamane serce - ogólne znieczulenie. Zaczynamy podejrzewać, że wszyscy Jego pacjenci opuszczają gabinet na lekkim cyku. Nie wolno mu pozwolić by zbliżył się do cudzych butów!







Jan Skrzypczyk, RTS - Nabijcie mu fajkę, posadźcie przed imadełkiem i powiedźcie co i gdzie chcecie złowić. Po chwili Waszym oczom ukażą się cuda. Spokojny i skromny. Muszkarz pełną gębą, choć nie daj Bóg dajcie mu spinning i gumkę a zdeklasuje wszystkich spinningistów na wyprawie.







Jan Piotrowski, Pan Prezes - Mistrz wyczucia sytuacji. Niezwykle czujny i dlatego ma zawsze najlepsze zdjęcia. Poważna persona z poważnie dobrym sercem. Miłośnik zwierząt i długiego spania. Dobry wujek wszystkich dzieci gdziekolwiek tylko się pojawi. Jeśli w grę wchodzi rzucanie ciężkim zestawem - murzyn zawsze zarobi.






Witold Woźniak, Wicio - Uosobienie wyższej kultury. Na wyprawy zwykł zabierać więcej książek niż sprzętu wędkarskiego. Może dlatego, że jest najzdrowszy z nas wszystkich na umyśle. Wątrobę też ma najzdrowszą. W Kanadzie znany jednak jako Mr. Simms.







Grzegorz Kempys, Mocno skupiony na rybach malarz. W głowie ma chyba jakieś wskaźniki bo działa jak terminator. Wychodzi rybę, rzuci w punkt, skutecznie zatnie i wyholuje bez większych emocji. 100% zimnej skuteczności. Jeśli sięgnie po szczęśliwy kapelusz należy spodziewać się luja.







Marek Sielicki, The East Face - Od dawna czujący się członkiem Bayan-goł, choć jak wspominał "póki co miękkim". Opiekun przyrody z Narwiańskiego Parku Narodowego. Zabawnymi tekstami potrafi rozbawić nawet najchłodniejsze ryby! W targowaniu zmora nepalskich handlarzy. K2 mać!







Paweł Jaskulski, Jaskóła - Wszędzie Go pełno. Głośny ale i serdeczny kompan. Mięsa nie je ale złowionego pstrąga potrafi pożreć bez wyczepiania przynęty. Ryby łowiłby wszędzie i zawsze. Hipopotamy? Łowimy! Krokodyle? Łowimy! Sztorm pod Przylądkiem Horn? Łowimy! Brak wody na pustyni? Z pewnością gdzieś ryby być muszą...






Aleksander Pastuszak, Olo - Spokojny liberał, apolityczny, bezkonfliktowy, bez spinki choćby na ryby. Co ma być to będzie i ryba musi być nie tyle wychodzona co dana. Od lat udowadnia, że wędkarstwo to nie tylko analiza, warsztat i pot ale też metafizyka. Szczególnie na początku wyprawy.







Jerzy Jurkan, Polak wśród Wikingów, Wiking dla Kaszubów. To jego i Paruzela relacje z połowów skandynawskich łososi w smutnych latach, z nieukrywaną zazdrością i zapartym tchem czytaliśmy na łamach Wiadomości Wędkarskich. Siła spokoju i nieokiełznana życzliwość. Niezmordowany traper i orędownik zdrowego sposobu żywota. Potrafi posługiwać się językiem, którego brzmienie przypomina chrząkanie guźca.





Jerzy Ludwin, Miłośnik historii i dobrej kuchni. Potężny przeciwnik dla ryb. Najbardziej dociekliwy ze wszystkich szykujących się do wypraw. Może dlatego przynętowo zawsze najlepiej przygotowany. Nie nosi miarki ani wagi ale zawsze wie ile Jego ryby dokładnie miały. Oczywiście najwięcej!







Tomasz Ciesielski, Młody - doktor z irokezem. Niewielką łupiną spłynął Angarę i niemal cały Jenisej, tonąc dopiero gdzieś na wysokości Turuchańska. Wypłynął, zakotwiczając na stałe w norweskiej tundrze.








Rafał Czuba, Zwier - na propozycję aby ruszyć tropem niedźwiedzia odparł: "miszkę to ja mogę w zoo zobaczyć- tutaj przyjechałem na ryby". Rzecz miała miejsce na Kamczatce. Rybałka ponad wszystko, choć jednak bliskie spotkanie z niedźwiedziem dane mu było, na odległym o kilka tysięcy kilometrów Półwyspie Kolskim, które tylko o mały włos nie zakończyło się utratą godności i przeciążeniem spodniobutów.





Bartosz Mikulski, towarzyska dusza. Jeżeli masz ochotę pogadać z kimś do rana w cieple ogniska przy rozgwieżdżonym nieboskłonie (bez dwuznaczności) możesz na niego liczyć. Pięć kropli i szczapka dla ognia.








Daniel Celeda, hlehle - Niby się nigdy nie spieszy ale bądźcie pewni - główka pracuje. Łowienie zawsze zaczyna ostatni, choć plan wówczas jest już dobrze opracowany. Oczywiście z ryb schodzi ostatni. Tylko nie próbujcie wówczas pytać co złowił bo się załamiecie, w najlepszym wypadku nie uwierzycie. W Polsce o lepszego sumiarza trudno.






Marek Bąk, nie mówi nic, mało, bardzo mało- może dlatego ma posłuch bliski absolutu. Jeżeli martwi Cię, że nie uchwyciłeś jakiejś chwili, miejsca, klimatu na karcie fotoaparatu - zapytaj Marka i z miejsca podaj wymaganą rozdzielczość.








Jacek Przybyłowski, myślisz, że jesteś twardy? Jacek jest twardszy. Po dwóch dobach podróży samolotami, Uralami, helikopterami wyrywa na ryby niczym jamajski sprinter po strzale startera. Przy tym ma tendencję łowienia największych ryb wyjazdu. Dobry przykład, że na sukces trzeba zapracować. Nie marnuje żadnej chwili na wyprawie i do końca nie odpuszcza. Może dlatego śniadanie ma zawsze niedogotowane a kolację dawno zimną.





Grzegorz Wojtaszek, piłkarz - Człowiek zadowolony z życia! Potrafi cenić to co trzeba. Zawsze serdeczny i pogodny, chyba że tajmień przed chwilą rozegrał z nim partyjkę w... bierki. No ale komu mina by nie zrzedła gdyby jego bliski sercu dwuskład przerobić w siedmioskład? Nie ma oczka, którego nie wypatrzy, chyba że właśnie w pobliżu rzeki grają mecz piłki nożnej!






Artur Kreft, Arturo - jeśli nie masz odpowiedniej przynęty zwróć się do niego, na poczekaniu "coś skręci" lub wydłubie z przepastnej torby, nie znosi chodzić więc zawsze można go spotkać w "przydomowej bani", dla kurażu nie odmawia nigdy i zawsze wyhaczy jakieś dziwadło: to fląderkę podczas połowu pstrągów a to samotną gorbuszkę zagubioną pośród stada atlantyków.






Krzysztof Zieliński, Krzyś - krakus pełną gębą, dyplomata w całej krasie, amator przygód, którego nie zraziła ani przydługa lina bungy i mało przyjemny nader realny kontakt z lustrem wody ani niezamierzone opuszczenie pontonu na jednym z progów Górskiego Nilu, ani nawet nocne, potrunkowe oblicza członków klubu. Niewymownie skuteczny tester wytrzymałości wędzisk i psychicznej ich właścicieli.






Członkowie | Wyprawy | Artykuły | Parada rekordów | Plany | Linki | Kontakt
Prawa autorskie do zdjęć i tekstów zamieszczonych na tej stronie są zastrzeżone i chronione polskim prawem.
Fotografie są własnością członków klubu i nie mogą być wykorzystywane bez ich zgody.